Czy psycholog może mieć tatuaż? – moja historia

Mogłoby się wydawać, że zrobienie  tatuażu w dzisiejszych czasach nie jest żadnym problemem, ani wyzwaniem. Możemy wybierać spośród setek tysięcy wzorów oraz salonów tatuażu. Ulice powoli zapełniają się ludźmi z widocznymi tatuażami. Czuję jednak, że nadal nie pozbyliśmy się pewnych stereotypów dotyczących osób wytatuowanych. Tatuaż nieustannie w pewnych kręgach budzi ogromne kontrowersje i może stać się przyczyną uciążliwych pytań, czy nawet nieprzyjemnych komentarzy.

Zdecydowałam się napisać ten wpis ponieważ jestem posiadaczką dwóch tatuaży. Jeden z nich jest na plecach, w miejscu zazwyczaj nieodkrytym, drugi znajduje się na ręce w miejscu widocznym. Równocześnie pełnię zawód zaufania społecznego, czyli taki który wiąże się z kontaktem z ludźmi, udzielaniem konsultacji oraz porad psychologicznych. Mój wizerunek powinien więc być nienaganny i w miarę neutralny – ale czy na pewno?

Wpis ma także pełnić rolę motywacyjną, czyli zachęcić te osoby, które po cichu marzą o zrobieniu tatuażu, ale także zniechęcić tych, dla których może być to wyłącznie chwilowa zachcianka.

Zaczynamy

Dlaczego zdecydowałam się zrobić tatuaż?

„A dlaczego nie?” Zrobienie tatuażu wynika z mojej chęci poznawania świata i eksperymentowania. Robię tak z wieloma rzeczami: intensywnie podróżuję, spotykam się z różnymi ludźmi, chodzę na szkolenia dotyczące wielu dziedzin, dużo czytam i oglądam. Raz poszłam na ściankę wspinaczkową, mimo iż boję się wysokości. Nawet prawo jazdy zrobiłam dla eksperymentu, a nie po to, aby jeździć samochodem. Takie trochę „fuck it till you make it”!

Z tatuażem było podobnie. Fascynowali mnie ludzie, którzy decydują się nosić na swoim ciele jakiś obraz przez całe życie. Ciekawił mnie ból, który odczuwa się podczas tatuowania i to w jaki sposób tatuaż będzie wyglądał na mojej skórze.  Skóra była dla mnie zawsze polem bitwy, ponieważ cierpię na atopowe zapalenie. Chciałam trochę odczarować ten problem i sprawić, że na nowo polubię się z moim ciałem.

Do zrobienia tatuażu zachęcił mnie także fakt zmiany profilu tatuażystów. Kiedyś większość z nich była rzemieślnikami, którzy bazowali na kilkunastu wzorach, które powtarzały się na całym świecie. Tribale na lędźwiach i serduszka za uszami to nigdy nie była moja bajka. Obecnie większość tatuażystów tworzy swój własny styl, wielu z nich ukończyło ASP i w tatuażu odnajdują swoją formę artystycznego wyrazu. Ich wzory są niepowtarzalne, a każda próba plagiatu jest mocno krytykowana przez środowisko i klientów.

Pierwszy tatuaż

No i tak wybór padł na Katarzynę Krutak, która specjalizuje się w czarno-czerwonych etnicznych wzorach. Ja zakochałam się we wzorze ukazującym dwie tulące się kobiety. Wiąże się to z tym, że uznaję się za feministkę, ale mimo wszystko moje relacje z kobietami były i są często skomplikowane.

Wybór obrazu, który chcę nosić na ciele nie był łatwy. Myślałam o tym prawie rok. Chciałam zaprojektować coś swojego, jednak trudno było mi zwizualizować ważne dla mnie wartości. Gdy tylko zobaczyłam projekt Katarzyny poczułam, że to jest to.

Przyznam, że sesja do najprzyjemniejszych nie należała. Byłam wystraszona i bardzo długo czekałam na rozpoczęcie pracy, co sprawiło, że byłam głodna i odwodniona (nie za bardzo wiedziałam jak się do tego przygotować). Na początku planowałam mniejszy tatuaż – na jedną sesję, jednak po przyłożeniu kalki okazało się, że większy wygląda lepiej, więc zaszalałam.

To bolało.

Po wyjściu ze studia zarzekłam się, że nigdy więcej tego nie zrobię. Oglądając się w lustrze przez pierwsze godziny nie mogłam przywyknąć do moich pleców. Mimo wszystko byłam zadowolona i dumna z siebie, ponieważ bardzo trudno było mi wytrzymać ból.

Z tak dużym tatuażem wiązało się na początku sporo niedogodności. Musiałam prosić zaufaną osobę z pracy, aby smarowała mi tatuaż. Brudziłam ubrania. Bałam się także reakcji mojego przełożonego. Z czasem jednak okazało się, że szef i zespół zareagowali na tą zmianę pozytywnie i zbytnio tego faktu nie komentowali. Mogłam się jednak tego spodziewać po ludziach, którzy przyjęli pod swoje skrzydła młodą studentkę w szalonych czerwonych włosach i z kolczykiem w nosie.

Tatuaż nie przeszkadzał mi także w prowadzeniu szkoleń, ponieważ znajdował się w miejscu niedostępnym dla oczu. Sama mam z nim rzadki kontakt, ale nawet po upływie czterech lat jestem z niego zadowolona.

Drugi tatuaż

Zrobiłam w marcu tego roku. Chciałam sprawić sobie drugi tatuaż przed trzydziestką, aby nie zapomnieć o swoich ideałach. W ciągu czterech lat od zrobienia poprzedniego tatuażu przewinęło się przez moją głowę bardzo dużo wzorów. Tym razem jednak szłam w kierunku tatuażu minimalistycznego – małego i czarnego. Tak trafiłam na Grubą Babę, która rysuje grube baby(:)) w różnych konfiguracjach. Kupiła mnie swoim stylem w 100 %. Wystarczyło jedynie wybrać odpowiedni wzór. Oczywiście szybko takowy znalazłam, umówiłam termin i czekałam. Dwa dni przed wizytą pokazałam wzór mojej przyjaciółce od serca, która stwierdziła, że jest nim zaniepokojona.  Dobrze się znamy więc wzięłam jej sugestię pod uwagę i w ostatniej chwili go zmieniłam.

Wyszło lepiej niż dobrze!

Na swoje dwudzieste dziewiąte urodziny jechałam już z towarzyszką na ramieniu. Wszyscy moi przyjaciele byli już zgodni – ta baba do mnie pasuje. I ja też tak czułam.

Tatuaż, a biznes

Gorzej niestety sytuacja się ma w sytuacjach zawodowych. Nie paraduję z tatuażem na co dzień, jednak wychodząc na salę szkoleniową w sukience odkrywającej ramiona muszę liczyć się z komentarzami na temat mojego tatuażu. Mam więc przygotowaną zgrabną formułkę omawiającą, co to jest i po co to zrobiłam. Nie wszyscy jednak są usatysfakcjonowani. Jest nieliczna grupa osób, która uważa, że w biznesie tatuaży się nie pokazuje. Szczególnie zaś dotyczy to ludzi, którzy mają pełnić rolę autorytetów – jak np. trener, czy menadżer. Płeć także ma tutaj znaczenie. W kulturze europejskiej i amerykańskiej kobieta utożsamiana była raczej z czystością i dobrymi manierami, które z tatuowaniem mają niewiele wspólnego. Wytatuowane kobiety w latach 80-tych XIX wieku chętnie były pokazywane w cyrku lub stanowiły atrakcyjny eksponat na pokazach osobliwości (całkiem dobrze zresztą na tym zarabiały). Więcej o historii kobiecego tatuażu przeczytacie w artykule Jarosława Kulbata lub w Wysokich Obcasach. Tatuaż był przez kilkaset lat wyłącznie domeną mężczyzn. Nic dziwnego więc, że bardziej konserwatywne osoby mogą mieć problem z kobietą, która pokazuje tatuaż, nie wspominając już o eksponowaniu go w sytuacjach biznesowych.

Ja mimo wszystko pokazuję tatuaże w pracy, tak samo często jak chodzę do niej w adidasach. Oczywiście nie eksponuję ich za każdym razem. Po prostu nie silę się na to, aby zawsze nosić bluzki z długim rękawem lub całkowicie nietransparentne. Tatuaże, które zrobiłam są częścią mojej historii, mojego życia. Jestem psychologiem więc z mojej pracy stawiam na autentyczność. Nie każdy musi mnie lubić. Nie każdemu może się także podobać mój styl. Ja jednak staram się dla każdej osoby być taka sama – tak samo kompetentna, tak samo wyrażać szacunek i tak samo troszczyć się o rozwój, bez względu na to, czy podoba jej się mój tatuaż, czy nie. Wolałabym, aby ludzie nie oceniali mnie po pozorach, a po dłuższej rozmowie. Jest to oczywiście trudniejsza droga, jednak ja wolę zachować swój stosunek do życia i nie porzucać go wyłącznie dla dobrego wrażenia, które zrobię na kimś innym. Jeżeli ktoś mnie nie kupuje po pierwszym wrażeniu, całkiem prawdopodobne, że nie kupi mnie także później.

 

Zgadzasz się ze mną? Udostępnij!

Back to Top