Samotność – czyli trudna sztuka lubienia siebie

Są dni kiedy jesteśmy sami, tak po prostu sami. Nie ma z nami partnera, rodziny, przyjaciół, szefa, pani z żabki, sąsiada, czy czworonoga . Są dni, gdy nie ma z nami nawet powiadomienia na fb, ani dzwonka telefonu. Są takie dni, albo…… powinny być . Bo czy  jesteśmy na to gotowi?

Co zrobisz jeśli zostaniesz zupełnie sam? Rozładuje Ci się telefon lub nie będziesz miał połączenia z internetem? Kiedy ostatni raz musiałeś zmierzyć się z takim wyzwaniem? Najprawdopodobniej nie był to ostatni miesiąc, a nawet rok.

Trochę daliśmy sobie wmówić, że samotność to coś złego. Samo słowo „samotność” ma raczej negatywny wydźwięk, dający innym do zrozumienia, że osoba przebywająca w pojedynkę jest nieszczęśliwa. Jest to, moim zdaniem, błędne założenie. Dlaczego? Bo właśnie w stanie samotności przebywamy  z najbardziej znaną i lubianą osobą, czyli sobą!

Jeśli samotność kojarzy nam się ze smutkiem, stresem i nudą, to powinniśmy się głęboko zastanowić. Bo jeżeli przebywanie z samym sobą wprowadza nas w takie stany, to czy nie dzieje się podobnie z osobami, które z nami obcują?

Być może jest to śmiała teza, ale uwierzcie, przetestowałam to na sobie. Jestem ekstrawertykiem i przebywanie, na dłuższą metę, w pojedynkę jest dla mnie nieprzyjemne. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że to sposób myślenia o samotności wywoływał u mnie negatywne odczucia. Musiałam więc zaprzyjaźnić się ze sobą i docenić te chwile, które przecież nie zdarzają mi się często.

Praca z myślami

Na początku przyjrzałam się myślom (praca z myślami to mój program walki ze stresem, po szczegóły zapraszam tu) – były bardzo stereotypowe: „wszyscy są czymś zajęci”, „nikt nie ma dla mnie czasu”, „mam problem z organizacją własnych zajęć”, „mój partner powinien przebywać ze mną częściej”, „jestem nudna” itd. itd.Wszystko staje się nagle najgorsze, ponieważ muszę pobyć sama ze sobą.

 

Polubić siebie

Powyższe myśli nie przydają mi się do niczego, wprowadzają jedynie zamęt i negatywnie nastawiają do otoczenia. Nie dają szansy, abym czerpała korzyści z czasu, który mam dla siebie. Na szczęście dzięki identyfikacji „myśli intruzów” mogłam skupić się na tym, co sprawi, że stanę się dla siebie atrakcyjnym partnerem do spędzania wolnych chwil. Z tego podejścia zrodził się chociażby mój blog. W samotności  nauczyłam się także podstaw grafiki, a ostatnio ćwiczę stanie na głowie.

Przebywając w pojedynkę łatwiej skupić się na swoich  potrzebach oraz planach na przyszłość. Zauważyłam, że im częściej przebywam w samotności, tym więcej mam dobrych pomysłów oraz energii do działania. Mam także więcej szacunku do rodziny i przyjaciół, do których mogę się zwrócić, gdy samotność naprawdę da mi w kość.  Obecnie nie wyobrażam sobie tygodnia, bez kilkunastu godzin wyłącznie dla siebie. Poświęcam je na uporządkowanie pędzących w głowie myśli, uspokojenie emocji i przede wszystkim okazanie sobie sympatii. Przyznam szczerze – da się mnie lubić.

Tekst jest jednym z elementów programu walki ze stresem, który systematycznie pojawia się na Facebooku.

 

Zgadzasz się ze mną? Udostępnij!

Back to Top