Lista rzeczy, których nie zrobię przed trzydziestką – czyli o życiu esencjalisty

Mam 29 lat. Według znanych mi wymagań społeczno-ekonomiczno-własnych na tym etapie powinnam już : mieć męża i jedno dziecko, posiadać kredyt na mieszkanie, używany samochód oraz telewizor, skończyć podyplomówkę, dostać awans, rozkręcać swój biznes, jeździć na zagraniczne wakacje raz w roku, uprawiać seks dwa razy w tygodniu, zrezygnować z używek, dbać o skórę, robić regularnie peeling ciała oraz przeglądy u stomatologa, ginekologa i mechanika samochodowego.

Próba spisania wszystkich wymagań była z góry skazana na porażkę. Ta lista nigdy się nie kończy…

Sytuacja ma się podobnie w każdym wieku. Czy masz 20, 30, czy 50 lat lista społecznych wymagań i możliwości jest nieograniczona. No dobra, może osoby młodsze mają z tym większy problem, ale nie o to w tym chodzi. Prawdą jest, że codziennie musimy dokonywać ogromnej ilości wyborów. Budzik o 5:00, czy o 5:30, kawa, czy herbata, spódnica, czy spodnie, praca, czy dom, freelance, czy awans, spotkanie towarzyskie, czy sen, książka, czy netflix, kąpiel, czy prysznic, tak, czy nie. Niektóre decyzje przychodzą nam łatwiej, inne są prawdziwym konfliktem tragicznym. Jedne z nich mają mniejsze, inne większe znaczenie. Każda z nich jednak wymaga od nas pewnego wysiłku i poświęcenia czasu. A jak wiadomo czas jest obecnie najcenniejszą walutą. Dlatego zamiast pytać siebie, co jest dla nas najważniejsze, szukamy odpowiedzi w poradnikach, standardach społecznych, albo nie myśląc wcale, wpadamy w szkodliwe nawyki, które rujnują nasze zdrowie, spokój i relacje. Chcemy zrobić wszystko nie tracąc czasu.

Dlaczego potrzebujemy esencjalizmu?

Wchodzę na targi modowo-kosmetyczne. Każde stoisko kusi zawartością – kolorami, zapachami i cenami. Wszystko wygląda pięknie, praktycznie, ekologicznie i przede wszystkim jest mi potrzebne. Już po pierwszych sekundach wiem, że mogłabym wydać w tym miejscu całą zawartość swojego portfela, z limitem na karcie kredytowej włącznie. Powodem tej nieracjonalnej decyzji jest fakt, że targi nie powtórzą się więcej. Stracę więc możliwość zakupienia wszystkich tych potrzebnych produktów w atrakcyjnych cenach.

W pierwszej, standardowej opcji, kupuję wszystko co mnie interesuje. W drugiej zaopatruję się wyłącznie w  jedną, najbardziej potrzebną, rzecz.

Jak myślicie, która opcja jest lepsza?

Kiedyś byłam przekonana, że ta pierwsza – przecież mam ciastko (kupiłam dobre produkty) i zjadłam ciastko (po promocyjnych cenach). Zauważyłam jednak, że skutkiem takich decyzji jest brak środków finansowych na ważniejsze dla mnie cele, takie jak hosting strony internetowej, wyjazd na szkolenie, czy kolacja ze znajomymi. Co z tego, że moja skóra pięknie pachnie morelą, a w szafie wisi ekologiczny bawełniany sweter, skoro w tym miesiącu nie będzie mnie stać na wyjście z mieszkania.

Jest to przykład nieesencjalistycznego sposobu działania, które zakłada robienie wszystkiego, dla wszystkich, w jak najkrótszym czasie.

Czego nie zrobię przed 30-stką

Do niedawna jeszcze głośno chwaliłam się swoimi planami pod tytułem „zrobię to przed 30-stką”. Im bliżej jestem jednak tej magicznej liczby, tym mniej mam do powiedzenia. Z długiej listy obietnic i planów zrealizowałam może 20 %. W tej sytuacji powinnam czuć rozczarowanie i smutek, moje poczucie własnej wartości mogło także nieco podupaść. Na szczęście uświadamiam sobie powoli, że moje plany i oczekiwania wobec życia nieco się zmieniły. Nie jestem już w stanie być wszędzie i znać się na wszystkim. Musiałam pogodzić się z tym, że raczej nie zrobię doktoratu, nie nauczę się programowania, a nawet nie wyjadę w podróż dookoła świata, która zawsze była moim marzeniem. Coraz bardziej realna staje się dla mnie wizja pozostania w tym miejscu, w którym jestem i robienia tego co robię – do końca życia. Tak po prostu! Jak Jiro, który codziennie śni o sushi, również ja powinnam codziennie, krok po kroku, wykorzystywać swoje umiejętności, aby osiągnąć JEDEN, najważniejszy, cel.

 „W czym mogę osiągnąć największy sukces?”

Bardzo długo nie chciałam udzielać odpowiedzi na to pytanie.  W zamian skupiałam się na pytaniu: „W czym inni odnoszą sukces?, sama chcąc osiągnąć taki sam efekt. Skutek tego był mierny, bo nie posiadałam takich samych cech, kompetencji oraz wystarczającej motywacji. Co chwilę więc  zmieniałam swoją definicję „sukcesu”, poszukując rzekomo swojej drogi. W efekcie pogubiłam się w tym, co jest moim celem, a co celem i oczekiwaniami innych.

Dlatego postanowiłam wkroczyć na drogę esencjalizmu

Esencjalizm to styl życia opisany w książce Grega Mc Keowna. Autor radzi, aby w każdej sytuacji wymagającej od nas podjęcia decyzji wrócić myślami do swojego głównego celu, odpowiadając na pytanie: „czy ta czynność, rzecz, osoba pomoże mi w jego realizacji?”.

Początkującemu esencjaliście przyda się także:

– skupienie na tu i teraz – zamiast wybiegać w przyszłość i snuć plany o tym co się wydarzy, lepiej realizować zadania, które mają największy wpływ na naszą obecną sytuację.

– priorytetyzacja – nie da się zrobić wszystkiego, warto więc oszacować swój czas, aby wykonać najważniejsze w danym momencie czynności. Należy także zidentyfikować najsłabsze ogniwa lub złodziei czasu. Dobrym przykładem może być perfekcjonizm, czy nawykowe sprawdzanie mediów społecznościowych.

– przerwy – realizacja celu wymaga nie tylko pracy, ale także wielu godzin odpoczynku, w szczególności snu. Bez tego nie będziemy w stanie nabrać dystansu, myśleć kreatywnie, ani korzystać z pełni naszych możliwości.

Mimo, że mój stosunek do poradników jest raczej negatywny, to książkę Grega Mc Keowna mogę polecić z całkowitym spokojem. Znajdziecie w niej wiele prawdziwie inspirujących historii z życia i biznesu, ale także odniesienie do najnowszych badań naukowych.

Więcej o esencjalizmie i książce pojawi się w kolejnych tekstach.

Zgadzasz się ze mną? Udostępnij!

Back to Top