Nic nie musisz, a możesz więcej niż Ci się wydaje

Schematy

Wyobraźcie sobie typowy sobotni wieczór. Siedzicie w swoim ciasnym mieszkaniu przy komputerze i pracujecie. Z daleka dopływa do Was odgłos imprez, towarzyskich spotkań i innych nocnych przygód. Wy zaś siedzicie nieporuszeni z kotem na kolanach, od czasu do czasu pociągając porządny łyk zielonej herbaty.

Pierwsze pytanie: Ile w tym wyobrażeniu macie lat?

Drugie pytanie: Jak się z tym czujecie?

Jeszcze kilka dobrych lat wstecz nie wyobrażałam sobie spędzić tak sobotniego wieczoru. Weekendy planowałam sobie z wyprzedzeniem, aby przypadkiem nie okazało się, że jestem frajerem, którego nie dotyczy już gorączka sobotniej nocy. Nic z tego, że w prawie w każdy poniedziałek czułam się średnio (delikatnie rzecz ujmując), w moim portfelu hulał wiatr, a robota zawsze leżała odłogiem.

„Stara-maleńka” to hasło usłyszałam kiedyś przypadkowo, gdy zaczęłam „zbyt mądrze” wypowiadać się w towarzystwie. Moje poglądy nie przystawały do panującej w koło atmosfery luzu i zabawy. Na długo zapadło mi w pamięć i myślę, że w pewnym stopniu ograniczyło moją naturalną potrzebę dzielenia się własnymi przemyśleniami w towarzystwie.

Czasami słyszę od ludzi, że cieszą się z upływu lat, bo coraz mniej się od nich wymaga – nie muszą już wyglądać nienagannie, być aktywni, zabawowi, mieć poczucia humoru i rozbuchanego libido. Ale co w momencie, gdy nagle zechcą być właśnie tacy? Czy będzie wypadało im stać się na powrót „młodymi”?

Młodzi nie mogą być nudni, spokojni, czy mało towarzyscy, a starsi nie mogą być atrakcyjni, seksowni i skorzy do zabawy. Kobieta nie może zaprosić faceta na randkę, a facet nie może płakać. Przyjaciel musi być do końca życia, a z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach. Wszyscy ludzie bogaci, to oszuści, a praca w korpo jest dla osób mało kreatywnych.

Większość tego typu przekonań w pewnym stopniu wynika z kultury i norm społecznych, w których się wychowujemy. Nie możemy jednak zwalać wszystkiego na nasz świat zewnętrzny, bo ostatecznie to w naszych głowach tworzą się schematy, które tak naprawdę są dla nas największym ograniczeniem.

Chciałabym, ale ….

„Chciałabym pójść do kina, ale nie mam z kim” to zdanie pojawiło się w mojej głowie w ostatni piątkowy wieczór. Chłopak w pracy, przyjaciele zajęci, cóż zrobić? Miałam dwa wyjścia, albo zostać w domu i upajać się swoją samotnością, albo pójść zobaczyć film, na który od dawna bardzo czekałam. Bez wahania spakowałam torebkę i wyszłam z domu w wyśmienitym humorze. Nastroju nie zepsuł mi nawet fakt, że w kinie siedziałam wciśnięta pomiędzy dwie gadające ze sobą pary. Najważniejsze było to, że pokonałam swoje mikro ograniczenie dotyczące w pewnym sensie „zakazu” wychodzenia samotnie na miasto.

Jestem dla siebie ważna

Tak bardzo zagłuszamy nasze prawdziwe potrzeby, że z czasem przestajemy je słyszeć. Częściej niż słowo chcę, w naszych głowach pojawia się muszę albo nie mogę. Muszę się pokazać, zrobić dobre wrażenie, coś udowodnić, wyrobić się, zdać jeszcze jeden egzamin, dostać jeszcze jeden awans, dodać posta na instagramie, poprawić zasięgi, zacząć porządnie zarabiać. Nie mogę wyglądać źle, odnieść porażki, zbytnio się rozluźniać/spinać, brzydko tańczyć, stracić przyjaciela, być sam.

A czego tak naprawdę chcesz?

Może właśnie w tej chwili zamiast robić te wszystkie istotne rzeczy wolisz poleżeć i pogapić się w sufit, pogłaskać swojego zwierzaka za uchem, albo poczytać książkę, która od kilku miesięcy współtworzy stosik wstydu obok Twojego łóżka.

Dlatego ja coraz częściej zostaję sama ze sobą, mam czas, przyglądam się swoim wadliwym schematom, przykładam je do kalki swoich potrzeb i dokładnie weryfikuję. Jestem dla siebie ważna i nie udaję już, że ważniejsze są pieniądze, zasięgi, wizerunek, czy inni ludzie.

Świat nakłada na nas masę obowiązków, zakazów i nakazów, apeluję więc: nie twórzmy dla siebie kolejnych paragrafów i ograniczeń, dajmy sobie, być naprawdę sobą.

xoxo

Zgadzasz się ze mną? Udostępnij!

Back to Top