„Żyj jak chcesz” – czyli jak mądrości z toalety publicznej nauczyły mnie życia

Czasami mądrości z publicznych toalet potrafią przemówić lepiej niż nie jedna filozoficzna książka. Koślawy napis wykonany tanim, czarnym markerem na chropowatej ścianie jednego z klubów wbił mi się w zmęczone oczy, które od kilku tygodni szukały odpowiedzi na wiele trudnych pytań.

Znowu dałam się oszukać.

Myślałam, że ciężką pracą i pieniędzmi zaspokoję swoje potrzeby. Nawet nie wiem w jakim momencie wpadłam w chomiczy kołowrotek i zaczęłam szaleńczy bieg donikąd.

Łatwo ulec iluzji bezpieczeństwa, jaką daje przestrzeganie wszystkich narzuconych nam z góry zasad społecznych. Mamy przed sobą wiele utartych dróg, dla których mapy są dobrze opisane i sprawdzone przez wiele pokoleń – szkoła, praca, małżeństwo, kredyt, domek z ogrodem, samochód, telewizor, wakacje w Egipcie. Nikt jednak nie zwraca uwagi, że na mapach drobnymi, ledwo widocznymi literami, dopisane jest ryzyko wyrzeczenia się własnych potrzeb i prawdziwych marzeń.

Nie chcę, abyście pomyśleli, że krytykuję którąś z tych dróg. Dla każdego szczęście wygląda inaczej. Dla jednego będzie to domek z ogródkiem i gromadka dzieci, dla innego własny biznes i spędzanie większości życia w delegacjach. Żadna z tych opcji nie jest lepsza, ani gorsza. Może jednak stać się dla nas ogromnym cierpieniem jeżeli wybierając, którąś z nich będziemy kierować się jedynie lękiem i oczekiwaniami innych.

Akceptacja

Bardzo dużą wagę przykładam do poznania własnych potrzeb, ponieważ uważam, że jest to klucz do pełnego, szczęśliwego życia. Dlatego sama wybrałam drogę wyboistą, krętą, pełną niewiadomych, ale tylko i wyłącznie moją.

Błądzenie to cecha charakterystyczna każdej z dróg. W stanie tym doświadczamy wielu emocji, które mogą wydawać się nam negatywne i destrukcyjne. Aby się ich pozbyć próbujemy różnych sposobów ucieczki. Szukamy bezpieczeństwa, wracamy do utartych schematów, kryjemy się przed wyzwaniami, bojąc się, że kolejna zmiana doprowadzi do jeszcze większego cierpienia.

Kluczem do powrotu na własną drogę jest akceptacja wszystkich niechcianych emocji: złości, smutku, wstydu, żałoby, czy rozpaczy. Dla mnie taką emocją nie do zniesienia stał się ostatnio lęk. Lęk między innymi o przyszłość, zdrowie, marzenia, karierę. To może wydawać się śmieszne i niedorzeczne, ale dopiero napis w klubowej toalecie przypomniał mi o tym, że muszę zaprzyjaźnić się ze swoim lękiem, aby zacząć żyć zgodnie ze swoimi wartościami i kreować przyszłość o jakiej marzę.

Postanowienia

Już nie będę tłumaczyć się z nieobecności w internecie. Nieobecność ta jest mi potrzebna, jak powietrze. Tylko ona pozwala mi wsłuchać się w siebie i oddać się całkowicie życiu.

Już nie będę tłumaczyć się z tego, co piszę i jak pracuję. Nigdy nie będę psychologiem i coachem w przysłowiowej „garsonce i w szpilkach”. Nie chcę udawać, że wiem wszystko najlepiej i doskonale radzę sobie z życiowymi trudnościami. Myślę, że właśnie te trudności najlepiej uczą mnie jak pracować z moimi klientami podczas coachingu.

Już nie będę tłumaczyć się z tego, jak spędzam swój czas. Czasami życie jest tak intensywne i piękne, że chcę z niego czerpać pełnymi garściami, a innymi razy bywa tak, że potrzebuję pobyć sama ze sobą, aby dać swoim emocjom i myślom wrócić do równowagi. Każdy stan jest piękny i w każdym z nich potrafię być sobą, jeśli nie robię tego na siłę.

Może pomyśleliście teraz, przed kim muszę się w taki sposób tłumaczyć? Odpowiedź brzmi: przed samą sobą, a dokładniej przed moim wewnętrznym krytykiem, o którym napiszę już mam nadzieję niedługo, bo jego natarczywa obecność jest problemem większości z nas.

Do następnego!

Zgadzasz się ze mną? Udostępnij!

Back to Top